poniedziałek, 13 lipca 2015

Mickey's girlfriend





Dziękuję tym, którzy cierpliwie czekali na post.

Zaczyna się seria postów o moim wakacyjnym wyjeździe. Pierwszy będzie o Disneylandzie.




Z inicjatywą wyszłam ja. Gdy kilka miesięcy temu zastanawialiśmy się z rodzicami, gdzie pojedziemy, zaproponowałam właśnie Disneyland. Dlaczego? Bo kocham bajki.
























Można by powiedzieć, że jestem już za stara na takie rzeczy. Osiemnaste urodziny zbliżają się nieubłaganie, a ja jadę do bajkowego parku rozrywki. Chyba coś ze mną nie tak... Ale nic na to nie poradzę. Podczas gdy na co dzień muszę trzymać poziom intelektualny adekwatny do mojego wieku, czasem rodzi się we mnie potrzeba odskoczni. Wieczne bycie poważną, prawie dorosłą osobą, która każdemu musi udowadniać, że jest już odpowiedzialna i dojrzała - to czasem zbyt dużo.

Wiele osób czeka z niecierpliwością na ten dzień, gdy wreszcie osiągnie wymarzony status osoby pełnoletniej.
Ze mną jest w tej kwestii trochę inaczej. Widzę tą pozytywną stronę, ale też negatywną. Dla mnie pełnoletność wiąże się z mnóstwem odpowiedzialności, ale też z tym, że mogłabym już sama wyruszyć w świat... a dobrze wiem, że bym sobie nie poradziła, albo żyłabym na naprawdę niskim poziomie, co mnie nie satysfakcjonuje, bo moje ambicje sięgają trochę wyżej.






Jednak wróćmy do tematu.

Moja propozycja wyjazdu została zaakceptowana. Wyjechaliśmy. Gdybym miała opisywać wszystkie atrakcje, to większość czytelników nie przebrnęłaby przez tak obszerny tekst, w dodatku nie dla wszystkich ciekawy. Dlatego tylko opiszę swoje wrażenia.

Po pierwszym dniu, wróciłam do hotelu zachwycona. Dla mnie park był po prostu cudowny. Został zbudowany z niezwykłą dbałością o szczegóły. Czułam się, jakbym wróciła do czasów dzieciństwa i na nowo przeżywała disneyowskie historie razem z ich bohaterami. Labirynt Alicji, zamek... wszystko to pochłaniało całą moją uwagę. Z kolei moi rodzice i siostra zaczęli porównywać disneyowskie kolejki z innymi, na których mieliśmy okazję się przejechać (np. w Europa parku). Kręcili nosami, czego zupełnie nie rozumiałam, chociaż pewnie mieli rację.

Drugiego dnia poszliśmy do Walt Disney Studio, gdzie moja rodzina znalazła więcej ekstremalnych kolejek, przez co spojrzeli na Disneyland przychylniej. Ja znów zachwycałam się szczegółami.


Moje ogóle wnioski są takie: Disneyland nie jest dla miłośników ekstremalnych kolejek, mimo że jest tam kilka atrakcji wartych uwagi. Disneyland jest dla tych, którym te bajki siedzą gdzieś w głowie i serduchu. Ja mam po protu do nich sentyment, wychowałam się na nich i wspaniale było poczuć tą magiczną atmosferę, której nie ma nigdzie indziej.

Kiedyś tam wrócę, choć może nie do tego konkretnego parku. Jednak na pewno jeszcze kiedyś będę chciała poczuć się jak dziecko i zamiast bronić się przed tym, pozwolę sobie na takie 2 dni wspomnień.