sobota, 7 marca 2015

Powrót do zdrowia i życia

      Po długim tygodniu leżenia w łóżku z gorączką, wracam do normalnego trybu życia. Jutro lecę już na trening (nie mogłam przeżyć tego, że w zeszłą niedzielę go opuściłam) i zabieram się za solidne nadrabianie materiału szkolnego. Wciąż czuję się, jakby mi ktoś usiadł na klatkę piersiową, ale chcę jak najszybciej pozbyć się chęci leniuchowania.
       Co robiłam przez ten tydzień? Dużo i nic. Dotarłam do 3 sezonu the vampire diaries, narobiłam kilka zaległych odcinków PLL i The 100, zamieniłam pokój w pobojowisko i czytałam... czytałam dużo, po dość długiej przerwie (z braku czasu nie mogłam sobie na to pozwolić).
Najpierw zabrałam się za "Gwiazd naszych wina". Tak jak się spodziewałam, to, co podoba się wszystkim, nigdy nie podoba się mnie. Czytałam, zagłębiałam się i nic. Nie uroniłam łzy. Moim zdaniem, książka jest zbyt krótka, za szybko rozwinęła się akcja, nie poczułam się związana z bohaterami... poza tym, moim zdaniem, temat jest już trochę oklepany. Potem obejrzałam film. Również mnie nie porwał, ale śmiem twierdzić, że tym razem film podobał mi się bardziej niż książka. Never mind. Zostawiam ten stracony dzień za sobą.
Zdecydowałam się sięgnąć po książki autorki, której twórczość już kiedyś mnie wciągnęła - Philippy Georgy. Bardzo lubię książki z postaciami historycznymi, w dodatku podoba mi się styl pisarki. Jej dzieła są idealne do poduszki. Literatura niezbyt skomplikowana, ale ciekawa. Więc przeczytałam dwie powieści jej autorstwa, poczym sięgnęłam po coś bardziej ambitnego - "Magia Rzeczywistości" Richarda Dawkinsa. Nie jest to bynajmniej książka, mająca na celu zabranie czytelnika do fikcyjnego świata. Wręcz przeciwnie, zawiera pewne wyjaśnienia i odpowiedzi na pytania, które każdy człowiek, prędzej czy później, sobie zada. Nie dokończyłam jej jeszcze, a ze względu na to, że książka jest dość spora i ciężka, będzie musiała poczekać na jakiś lżejszy dla mnie okres, ponieważ wolałabym nie ryzykować czytania jej w autobusie z powodu braku dokładnego skupienia.

Dzisiaj ja i mój Kindle pozostajemy nierozłączni, nawet przy obiedzie. Kończę kolejną powieść Philippy Georgy, a potem zabieram się za twórczość Dostojewskiego.
Co do obiadu, to dziś gości u mnie pieczony łosoś z warzywami i ryżem. Jeden z moich ulubionych zestawów obiadowych!
Jeśli chcielibyście kiedyś spróbować, przepis jest prosty:
-filet z łososia
-koperek
-ulubione przyprawy (u mnie tymianek i oregano + odrobina soli)
- warzywka świeże lub mrożone
Łososia wkładamy do naczynia żaroodpornego, przyprawiamy, polewamy odrobiną oliwy z oliwek, przykrywamy pokrywą naczynia i wkładamy do rozgrzanego do 180° piekarnika na 20-25 min. Warzywa gotujemy na parze, lub (w przypadku mrożonych) wsypujemy na głęboką patelnię, zalewamy wodą i podgotowujemy aż staną się miękkie. Doprawiamy według uznania.
Smacznego! :)